- Co takiego? - spytała nic się nie domyślając.
- No, bo to właśnie ja jestem tą "szczęściarą" - wypowiedziałam powoli każde słowo czekając na reakcję. El przez chwilę zatkało. Stanęła nagle w miejscu i wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem którego nie można opisać słowami.
- Serio? - znowu zadała pytanie szeptem.
- Naprawdę - potwierdziłam spokojnie.
- Aaa! Ale ekstra! Huraaaaa! - zaczęła skakać przyciskając do siebie i krzyczeć na cały głos. Wszyscy odwrócili się w naszą stronę z miną w stylu WTF?. Wariatka widząc co się dzieje, zamilkła i obie pospiesznie wyszłyśmy na dwór. Weszłyśmy w jakąś małą uliczkę i usiadłyśmy na krawężniku.
- Wiesz, spodziewałam się z twojej strony trochę innej reakcji - wyznałam.
- Myślałaś, że się na ciebie wścieknę czy co?
- Coś w tym stylu. Albo, że się popłaczesz lub popadniesz w depresję - do głowy wtedy przychodziły mi różne dziwne pomysły.
- Mówisz tak, jakbyś mnie nie znała.
- Eh, dobra sprawa zamknięta. Ja chyba muszę się zwijać.
- Ok, to pa.
Pożegnałyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Gdy doszłam do domu zauważyłam, że nigdzie nie palą się światła. Tata gdzieś poszedł. Wyjęłam klucze które na szczęście wzięłam ze sobą i przekręciłam jeden z nich w zamku. Wyjęłam z lodówki lody czekoladowe i pobiegłam do mojego pokoju. Podeszłam do biurka i włączyłam laptopa. Pogadałam trochę z Nathanem. Pochwalił mi się, że wygrał mecz kosza ze studentami. Szczerze, to nie zrobiło na mnie to większego wrażenia. On zawsze wygrywa. Ni stąd ni zowąd spytał mnie czy nie wyskoczymy gdzieś w piątek. Przeprosiłam, ale nie zgodziłam się. Odrzucało mnie od niego to, że znany jest ze zmieniania lasek co tydzień. On myślał, że może zdobyć każdą. Napisał, że rozumie, ale wiedziałam iż jest mocno załamany, bo od razu zakończył rozmowę. Poczułam się zmęczona i udałam się do łazienki. Myśląc o zdarzeniach z dzisiejszego dnia zasnęłam w jakieś 3 minuty.
Ostatni tydzień minął zaskakująco błyskawicznie. Strasznie się cieszyłam, że już wakacje. Nie czułam smutku opuszczając mury szkolne. Popołudnie miałam spędzić na pracy przy teledysku. Nie wiedziałam jak się ubrać. "Pewnie i tak mnie przebiorą, więc co za różnica" powiedziałam sobie w myślach. Przebrałam się w TO i ruszyłam w stronę adresu podanego na moim "informatorze". Stanęłam przed tym samym szklanym budynkiem co wcześniej. Tylko, że dzisiaj było tu o wiele mniej osób. Przeszłam przez wiele korytarzy aż w końcu trafiłam do studia nr. 3. Wewnątrz panował spory rejwach. Ludzie biegali, ustalali coś. Nie wiedziałam do kogo mam się zwrócić. Z mojej kartki wyczytałam, że osobą zajmującą się moim wyglądem jest Tamara Patterson. Spytałam jakiegoś faceta gdzie mogę ją znaleźć. Okazał się bardzo uprzejmy, zaprowadził mnie nawet do jej miejsca pracy. Uchyliłam drzwi i ujrzałam...
__________________________________________________________________________________
Nie mam weny, czasu ani nic
Załamka.
Tyle. Narazie.






