10.24.2010

Rozdział 3 "Już wakacje"

- El, muszę ci coś powiedzieć... - nie wiedziałam jak to ująć.
- Co takiego? - spytała nic się nie domyślając.
- No, bo to właśnie ja jestem tą "szczęściarą" - wypowiedziałam powoli każde słowo czekając na reakcję. El przez chwilę zatkało. Stanęła nagle w miejscu i wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem którego nie można opisać słowami.
- Serio? - znowu zadała pytanie szeptem.
- Naprawdę - potwierdziłam spokojnie.
- Aaa! Ale ekstra! Huraaaaa! - zaczęła skakać przyciskając do siebie i krzyczeć na cały głos. Wszyscy odwrócili się w naszą stronę z miną w stylu WTF?. Wariatka widząc co się dzieje, zamilkła i obie pospiesznie wyszłyśmy na dwór. Weszłyśmy w jakąś małą uliczkę i usiadłyśmy na krawężniku.
- Wiesz, spodziewałam się z twojej strony trochę innej reakcji - wyznałam.
- Myślałaś, że się na ciebie wścieknę czy co?
- Coś w tym stylu. Albo, że się popłaczesz lub popadniesz w depresję - do głowy wtedy przychodziły mi różne dziwne pomysły.
- Mówisz tak, jakbyś mnie nie znała.
- Eh, dobra sprawa zamknięta. Ja chyba muszę się zwijać.
- Ok, to pa.
Pożegnałyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Gdy doszłam do domu zauważyłam, że nigdzie nie palą się światła. Tata gdzieś poszedł. Wyjęłam klucze które na szczęście wzięłam ze sobą i przekręciłam jeden z nich w zamku. Wyjęłam z lodówki lody czekoladowe i pobiegłam do mojego pokoju. Podeszłam do biurka i włączyłam laptopa. Pogadałam trochę z Nathanem. Pochwalił mi się, że wygrał mecz kosza ze studentami. Szczerze, to nie zrobiło na mnie to większego wrażenia. On zawsze wygrywa. Ni stąd ni zowąd spytał mnie czy nie wyskoczymy gdzieś w piątek. Przeprosiłam, ale nie zgodziłam się. Odrzucało mnie od niego to, że znany jest ze zmieniania lasek co tydzień. On myślał, że może zdobyć każdą. Napisał, że rozumie, ale wiedziałam iż jest mocno załamany, bo od razu zakończył rozmowę. Poczułam się zmęczona i udałam się do łazienki. Myśląc o zdarzeniach z dzisiejszego dnia zasnęłam w jakieś 3 minuty.

Ostatni tydzień minął zaskakująco błyskawicznie. Strasznie się cieszyłam, że już wakacje. Nie czułam smutku opuszczając mury szkolne. Popołudnie miałam spędzić na pracy przy teledysku. Nie wiedziałam jak się ubrać. "Pewnie i tak mnie przebiorą, więc co za różnica" powiedziałam sobie w myślach. Przebrałam się w TO i ruszyłam w stronę adresu podanego na moim "informatorze". Stanęłam przed tym samym szklanym budynkiem co wcześniej. Tylko, że dzisiaj było tu o wiele mniej osób. Przeszłam przez wiele korytarzy aż w końcu trafiłam do studia nr. 3. Wewnątrz panował spory rejwach. Ludzie biegali, ustalali coś. Nie wiedziałam do kogo mam się zwrócić. Z mojej kartki wyczytałam, że osobą zajmującą się moim wyglądem jest Tamara Patterson. Spytałam jakiegoś faceta gdzie mogę ją znaleźć. Okazał się bardzo uprzejmy, zaprowadził mnie nawet do jej miejsca pracy. Uchyliłam drzwi i ujrzałam... 
__________________________________________________________________________________
Nie mam weny, czasu ani nic
Załamka.
Tyle. Narazie.

10.22.2010

Rozdział 2 "Orientacja mopsa"

Przed moimi oczami ukazał się długi stół w pomieszczeniu głównie zdominowanym barwami bieli i czerni. Przy nim z jednej strony siedziały 4 osoby. Jeden z nich to na pewno Justin. Przez cały czas wgapiał się w swojego iPhona nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Oprócz niego była tam 1 kobieta i 2 mężczyzn. Jeden wydawał się dosyć miły, lecz drugi budził grozę od pierwszego wejrzenia. Przeszedł mnie lekki dreszcz. Myśli kotłowały mi się w głowie. Uświadomiłam sobie, że mogą mi zadawać jakieś idiotyczne pytania na temat powiedzmy pierwszego albumu piosenkarza, a ja będę tylko się głupio szczerzyć i nic nie odpowiadać. Niepewnie podeszłam do nich bliżej cicho mówiąc "dzień dobry". Czyłam na sobie trzy pary świdrujących oczu, co nie było przyjemnym uczuciem. Rejestrowali każdy mój ruch. Ten milszy gość odezwał się jako pierwszy.
- Witaj, jestem Mike to jest Peter i Sarah - przedstawiał po kolei swoich współpracowników.
- A ja jestem Justin jakbyś jeszcze nie wiedziała - kiepsko zażartował Bieberek. Cała trójka zaczęła się śmiać, a on dopiero wtedy oderwał się od ekraniku komórki i spojrzał na mnie. Jego usta lekko się rozwarły, a na twarzy widać było zdziwienie i zachwyt w jednym. Powiedział coś na ucho Peterowi,a on tylko przytakiwał co chwilę. Po czym wyprostował się i oznajmił prosto:
- Jesteś przyjęta.
- Eee, słucham? - nie załapałam o co mu chodzi.
- Rada opiniująca (czyt. Justin) uznała, iż będziesz się najlepiej pasowała do roli niedostępnej dziewczyny w nowym teledysku.
- Ale pan nie rozumie. Ja tutaj przyszłam podtrzymywać na duchu moją przyjaciółkę, która była tu przede mną. Czemu nie wybierzecie np. jej?
- Jest trochę za wysoka - odparła babka pisząc coś na kartce. No tak Justin nie jest zbyt pokaźnego wzrostu, więc i dziewczyna nie powinna być wysoka. Szkoda, że nie założyłam szpilek.
- Zaraz zaraz. Ty nie chcesz tej roli? - prawie przeliterował swoją wypowiedź chłopak, a jego czekoladowe oczy otoczone grubym wachlarzem czarnych rzęs patrzyły na mnie z niedowierzaniem.
- No tak - odparłam luźno. JB zaczął się śmiać dopóki nie zaczaił, że to było na poważnie. Orientacja mopsa, naprawdę. Przewróciłam teatralnie oczami.
- Słuchaj, to dla ciebie wielka szansa. Serio chcesz ją od tak zmarnować? - powiedział Mike jeśli dobrze pamiętam jego imię. To mnie zmotywowało do przemyślenia całej skomplikowanej sytuacji. Z jednej strony to on ma rację. Każdy chciałby zostać gwiazdą. Super sprawa.
Jednak z drugiej strony El może się wściec, a tego bym nie chciała. Cóż, pomyślałam że jak jest prawdziwą przyjaciółką to mi wybaczy. I co na to ojciec? Eh, on to się na wszystko zawsze zgadza. Więc decyzja podjęta.
- W sumie to mogę się zgodzić - odparłam, nie wykazując większego entuzjazmu.
- Ok, to tutaj masz godziny o których zaczynasz i kończysz pracę na planie i inne informacje. - wręczył mi arkusz Peter. Przeczytałam część harmonogramu. Nie było tak źle. Jakoś się wyrobię.
- To do zobaczenia jutro - powiedział Justin puszczając mi oczko.
- Ta, do jutra - rzuciłam i wyszłam szybko za drzwi. Nie wierzyłam w to co się parę minut temu wydarzyło. Odetchnęłam z ulgą i podeszłam do Elli.
- To co idziemy? - spytała wstając z krzesła.
- Yhy - mruknęłam, nie wiedząc w jaki sposób jej to powiedzieć. Szłyśmy do wyjścia gdy nagle z głośników wydobył się głos Justina.
- Hej, dziewczyny! To ja Justin - dochodziło z wszystkich stron. Zaczęły się piski, okrzyki i tym podobne. - Ogłaszam, że poszukiwania mojej nowej partnerki oficjalnie zakończone. Z uwagi na bezpieczeństwo nie ujawnię jej tożsamości. Pamiętajcie jednak, że wszystkie jesteście świetne - zapanowała cisza. Niektóre fanki zaczęły płakać, przez co zrobiło mi się ich trochę żal. El również posmutniała.
- Kurde, ale szczęściara - westchnęła podłamanym głosem. Uznałam, że nie będę przed nią nic ukrywała.
- El, muszę ci coś powiedzieć...
__________________________________________________________________________________
Ah, jak ja lubię trzymać w napięciu xD
No rozdział przeciętny moim okiem patrząc.
Proszę o komentowanie moich wypocin.

Rozdział 1 "Ten casting!"

Dwa dni przed końcem roku lekcje były dość luźne. Wszystkim udzielał się wakacyjny nastrój. Na lekcji geografii nauczycielka usnęła więc mieliśmy wolne. Akiko podeszła do naszej ławki spytała się mnie i El co sądzimy o jej spódnicy którą sama uszyła. Obie byłyśmy pod wrażeniem jej nowego projektu. Ucieszyła się to słysząc i zaczęła nam dokładnie tłumaczyć jak ją zrobiła. Zauważyłam jak Rachel nienaturalnie głośno się śmieje i gapi się w naszą stronę ze swoją świtą czyli dwoma równie wytapetowanymi jak ona laleczkami. Cały rok próbowałam ją olewać, ale to ona zawsze zaczynała sprzeczki. Raz doszło nawet do bójki którą zakończył jej złamany paznokieć. Wtedy z płaczem pobiegła do dyrektorki, a ona nie słuchając mojej wersji wydarzeń wlepiła mi karę mycia okien w całej szkole. Od tamtej pory nienawidziłam Rachel najbardziej na świecie. Z zamyślenia wyrwała mnie Ella machając mi ręką przed oczami.
- Halo, ziemia do Amandy - powiedziała cicho chichocząc. Zamrugałam parę razy i spojrzałam na nią.
- Co? - spytałam lekko nieobecnym głosem.
- Heh, już nic. To idziemy dzisiaj tak? - spytała mnie podekscytowana.
- Ale gdzie? - nie miałam pojęcia o co jej chodzi.
- No zapomniałaś? Zgodziłaś się pójść ze mną na ten casting! - wtedy wszystko mi się przypomniało. El ze cztery dni temu namówiła mnie bym jej towarzyszyła w castingu do teledysku Justina Biebera. Nie za bardzo chciało mi się na niego iść, ale czego się nie robi dla przyjaciółki od serca?
- Tak, tak pamiętam. Jasne, że idziemy. - zapewniłam ją pospiesznie.
  Po południu poszłam wraz z El i Akiko do domu El, bo chciała żebyśmy pomogły wybrać ciuchy na tą "uroczystość". Była naprawdę wielką fanką Justina i w jej pokoju było co najmniej 7 jego plakatów. Gdy dotarłyśmy do jej sporej chaty zauważyłyśmy jej mamę leżącą na ręczniku i opalającą się w ogródku. Sądząc, że śpi nie odezwałyśmy się słowem tylko poszłyśmy do pokoju El na piętrze. Nasza kochana fanka zaczęła wyciągać z szafy jakieś bluzki, bluzy i rzucać na łóżko. Wszystkie te części garderoby miały na sobie podobiznę gwiazdki. Akiko trafnie stwierdziła, że jeśli El założy jedną z tych rzeczy Justinek uzna ją za psychofankę i od razu odrzuci z listy kandydatek. Więc niewiele myśląc zajrzała do szafy i po jakiś 4 minutach miała świetny zestaw ubrań który spodobał się nam wszystkim. Po pół godzinie upewniania się czy wszystko jest ok pożegnałyśmy się z Akiko i ruszyłyśmy do tego studia czy coś takiego.
Kiedy byłyśmy na miejscu szczęka opadła mi ze zdziwienia. Przed budynkiem stało z tysiąc wrzeszczących i pchających się do wejścia nastolatek ubranych głównie w fioletowe koszulki. Spojrzałam na El proszącym wzrokiem, ale ona nie dała za wygraną.
- Ja muszę się tam dostać! Błagam Amanda, zrób to dla mnie - jej oczy ze Shreka zawsze na mnie działały.
- Dobra, zgoda - odparłam niechętnie.
- Mam u ciebie duży dług kochana - uścisnęła mnie mocno i pociągnęła za rękę w środek tłumu. Dziwnie się czułam gdy z każdej strony napierały na mnie dziewczyny nie zostawiając centymetra przestrzeni osobistej. Moim jedynym celem było nie zgubić El i brnąć za nią w głąb zbiegowiska rozpychając się łokciami. Choć inni byli równie zdeterminowani jak my w końcu z wielką ulgą dotarłyśmy do stołu gdzie rozdawano nalepki z numerkami bez której nie wpuszczali do następnej sali. Chciałam towarzyszyć przyjaciółce więc zgodziłam się wypełnić jakiś formularzyk i przykleić to oznaczenie kolejności na bluzkę. Kiedy byłyśmy gotowe przeszłyśmy do innego pomieszczenia gdzie było o wiele spokojniej. Usiadłyśmy na krzesłach, bo nogi nam odpadały.
- Boże, ale jestem podekscytowana! Za tymi drzwiami jest mój idol. Mega super gwiazda. Ach, chyba zaraz zemdleję.
- No, ale ja chyba nie muszę tam wchodzić co nie? - El niepokojąco zamilkła.
- Muszę?! - wykrztusiłam krzycząc co zwróciło na mnie uwagę ochroniarza. Był lekko przerażający, więc nic już nie odważyłam się głośno powiedzieć.
- Oj słuchaj wejdziesz tam, coś przeczytasz i tyle. Jak byś się wycofała to fanki chyba by cię zabiły bo przedłużałaś kolejkę, a tego nie chcemy prawda?
- Taa - ma rację. Przez czas oczekiwania gadałyśmy sobie różnych rzeczach do czasu gdy ochroniarz krzyknął numer El.
- Osoba z  numerem 252 - Ona aż podskoczyła i posyłając mi uśmiech przeszła przez hebanowe drzwi do tajemniczego pokoju. Po kwadransie znowu się pojawiła tyle, że już nie taka szczęśliwa. Podbiegłam do niej i przytulając pocieszająco.
- Nie przyjęli tak? - nie byłam pewna czy teraz wybuchnie płaczem.
- Nie do końca. Powiedzieli, że się zastanowią, ale ja wiem swoje - odrzekła smętnie.
- Przekonamy się i myślę, że dramatyzujesz. Masz wielkie szanse, bo kto lepiej zna życiorys Biebera od niego samego? - zażartowałam.
- Osoba z numerem 253 - odezwał się goryl. Westchnęłam i szurając nogami udałam się do pokoju przesłuchań.
__________________________________________________________________________________
No i jest 1.
Starałam się by nie było nudy i błędów, ale wiecie jak to jest.
Następny pewnie już jutro.
To na razie tyle. Miłego czytania.

10.17.2010

Prolog

Obudził  mnie głośny, denerwujący dźwięk budzika. Szybko wygramoliłam się spod kołdry i zaspana poszłam z ciuchami do łazienki się przebrać i przygotować. Zajęło mi to z 20 minut. Wreszcie świeża i pachnąca zeszłam do jadalni na śniadanie. Już na schodach poczułam zapach sadzonych jajek i bekonu. Ojciec stał w uroczym fartuchu w serduszka przed kuchenką przekładając nasze śniadanie na talerze. Uśmiechnęłam się do niego, nalałam soku do szklanek i usiadłam na krześle. Tata również wycierając brudne ręce o spodnie zabrał się do jedzenia parującej potrawy. Odbyliśmy poranną pogawędkę. Kiedy zjedliśmy, zebrałam naczynia ze stołu, a następnie włożyłam je do zmywarki. Złapałam torbę z książkami i kierowałam się do wyjścia.
- Wychodzę - oznajmiłam tacie i poszłam do szkoły. Zapowiadał się ładny i przyjemny dzień. Słońce oraz bezchmurne niebo zdarzało się w Atlancie dość często, ale z niewyjaśnionego powodu cieszyłam się na ich widok. Ogólnie miałam dobry humor. Przy budynku szkolnym zauważyłam El i Chrisa stojących przy rowerze.
- Siema - przywitałam się z nimi i podeszłam bliżej.
- Cześć - powiedziała Ella trzymając rower by nie przewrócił się na klęczącego obok niego chłopaka.
- Co się stało? - zapytałam.
- Eh, wjechałam na jakieś szkło i opona pękła. - smutno odpowiedziała mi moja przyjaciółka.
- A czym to zakleiłeś? - skierowałam się do "rowerowego mechanika"
- Mieliśmy przy sobie tylko gumę do żucia i taśmę klejącą więc coś tam wykombinowałem i się trzyma - po tych słowach wstał, a El mu podziękowała i przymocowała rower do stojaka. We trójkę poszliśmy do szkoły, oczywiście Chris palnął jakiś idiotyczny żart i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Rękami obiełam ich ramiona.
- Uwielbiam was - wyznałam im szczerze.
- My ciebie też Ami - odpowiedzieli równocześnie.

10.02.2010

Bohaterowie opowiadania

Amanda White. 16 lat. Główna bohaterka. Kreatywna i zabawna. Optymistka.
Justin Bieber. 16 lat. Piosenkarz. Romantyczny, lubi gwiazdorzyć.
Ella Wilson. Najlepsza przyjaciółka Amandy. 16 lat. Inteligentna i pomocna.
Nathan Cosgrove. 16 lat. Sportowiec. Pewny siebie.
James White. Tata Nicole. Biznesmen.
Chris Evans. 16 lat. Surfer. Luzak.
Akiko Hwang. 16 lat. Pochodzi z Japonii. Kocha modę i projektowanie ubrań.
Z charakteru raczej poważna.
Max Wild. Koleguje się z Amandą i resztą dziewczyn. Kocha deskę i bmx.
Podkochuje się w Akiko.
Rachel Craven. 16 lat. Wróg Nicole. Wszystko czym może się pochwalić to bogaci rodzice.
Wredna i bardzo samolubna. Ulubiony kolor: rUżżżyKk.!

Wstęp

Hey! Jestem Patrycja i mam 15 lat. Na tym blogu będę się wyżywać twórczo pisząc opowiadanie między innymi o Justinie Bieberze. Proszę o komentarze i częste odwiedzanie bloga. Mam nadzieję, że będę pisać tu regularnie i jakoś to będzie. Wiem, że tego typu opowiadań jest mnóstwo lecz to właśnie one zachęciły mnie do pisania własnego. Chciałam mieć własną odrębną historię, z którą będę odrywać się od rzeczywistości. To tyle, narka ;)