10.17.2010

Prolog

Obudził  mnie głośny, denerwujący dźwięk budzika. Szybko wygramoliłam się spod kołdry i zaspana poszłam z ciuchami do łazienki się przebrać i przygotować. Zajęło mi to z 20 minut. Wreszcie świeża i pachnąca zeszłam do jadalni na śniadanie. Już na schodach poczułam zapach sadzonych jajek i bekonu. Ojciec stał w uroczym fartuchu w serduszka przed kuchenką przekładając nasze śniadanie na talerze. Uśmiechnęłam się do niego, nalałam soku do szklanek i usiadłam na krześle. Tata również wycierając brudne ręce o spodnie zabrał się do jedzenia parującej potrawy. Odbyliśmy poranną pogawędkę. Kiedy zjedliśmy, zebrałam naczynia ze stołu, a następnie włożyłam je do zmywarki. Złapałam torbę z książkami i kierowałam się do wyjścia.
- Wychodzę - oznajmiłam tacie i poszłam do szkoły. Zapowiadał się ładny i przyjemny dzień. Słońce oraz bezchmurne niebo zdarzało się w Atlancie dość często, ale z niewyjaśnionego powodu cieszyłam się na ich widok. Ogólnie miałam dobry humor. Przy budynku szkolnym zauważyłam El i Chrisa stojących przy rowerze.
- Siema - przywitałam się z nimi i podeszłam bliżej.
- Cześć - powiedziała Ella trzymając rower by nie przewrócił się na klęczącego obok niego chłopaka.
- Co się stało? - zapytałam.
- Eh, wjechałam na jakieś szkło i opona pękła. - smutno odpowiedziała mi moja przyjaciółka.
- A czym to zakleiłeś? - skierowałam się do "rowerowego mechanika"
- Mieliśmy przy sobie tylko gumę do żucia i taśmę klejącą więc coś tam wykombinowałem i się trzyma - po tych słowach wstał, a El mu podziękowała i przymocowała rower do stojaka. We trójkę poszliśmy do szkoły, oczywiście Chris palnął jakiś idiotyczny żart i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Rękami obiełam ich ramiona.
- Uwielbiam was - wyznałam im szczerze.
- My ciebie też Ami - odpowiedzieli równocześnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz